sobota, 16 sierpnia 2014
ZAWIESZENIE
Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze nie powiedzialam, kiedy wracam... Niestety teraz mam dostep tylko do telefonu, stad ten brak polskich znakow, wiec nie molabym napisac rozdzialu. Powinnam wrocic gdziesw nastepnym tygodniu, ale to niepewne. Odpowiem na wasze komentarze wtedy, wejde na wasze blogi etc. Jak na razie trzeba czekac. No to buziaki i podziekowania dla wszystkich czytelnikow. :)))
piątek, 8 sierpnia 2014
Rozdział II
Muszę się 'pochwalić' XD Dziś mam urodziny, więc mam dla was post. :)
Rozdział II
Nacisnęłam na klamkę i bez najmniejszego szelestu starałam się wejść do domu. Nie chciałam by ktokolwiek mnie usłyszał, wbrew pozorom, bałam się konsekwencji. Okazało się, że niepotrzebnie.
Mój tata siedział na kanapie i czytał gazetę, mama pichciła w kuchni, siostra przeglądała jakieś notatki, a brat siedział przed komputerem. Nic nowego.
Próbowałam przejść niezauważalna na górę, lecz usłyszałam słowa taty:
-Witaj Nina! Czemu się nie przywitałaś? - Ojciec wyszczerzył się moją stronę.
-Ee, cześć wszystkim! - Zaczęłam się gorączkować, przełknęłam ślinę i wybełkotałam parę słów.
-Ja - ja chciałabym pójść na górę. Jestem zmęczona, bo to był ciężki dzień.
Odwróciłam się w kierunku schodów, postawiłam pierwszy krok, lecz nie mogłam iść dalej, bo usłyszałam matczyny głos...
-Nie, nie umyj ręce i siadaj do stołu. Zaraz będzie obiad, a my mamy jeszcze do pogadania, nie sądzisz?
Westchnęłam ciężko. Zaczęło mi być gorąco, szykowałam się na najgorsze. Rzuciłam plecak, poszłam do łazienki umyć ręce i znowu wróciłam do kuchni.
-Siadaj. - Rozkazała mama.
Posłusznie wykonałam polecenie.
-No więc, gratulacje! - Moi rodzice i rodzeństwo zaczęli mnie oklaskiwać.
Zdziwiłam się niezmiernie. Czego oni mi gratulują do jasnej anielki?
-Ale czego? - Spojrzałam na nich jak na bandę uciekinierów psychiatryka. Czy oni powariowali?
-Dzwonił do nas Twój dyrektor.
Nadal nie rozumiałam z czego się tak radują.
-No przecież postara się o stypendium dla Ciebie! Mówił, że dzisiaj z Tobà o tym rozmawiał. Jesteśmy z Ciebie niesamowicie dumni. Widzisz, nawet z matematyką widocznie dałaś sobie radę.
Nie wyobrażacie sobie jaką minę miałam, gdy mi to powiedzieli. Nie rozumiałam o co chodzi. Pan dyrektor miał powiedzieć o tej sytuacji na matematyce, a powiedział coś takiego? Zdziwiłam się, ogromnie. To wszystko kolidowało z sytuacją na matmie.
-A tak, tak rzeczywiście. Dziękuje za gratulacje. - Lekko podniosłam kąciki ust.
-Nie cieszysz się? - Zapytał mnie brat.
Byłam zbyt zaskoczona, żeby się cieszyć, więc udawałam.
-To oczywiste, że się cieszę. - Szerzej się uśmiechnęłam.
Miło i rodzinnie spędziliśmy to popołudnie. Jakby się tak zastanowić to mam naprawdę najlepszą rodzinę pod słońcem.
Po tym sympatycznie spędzonym popołudniu poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w wygodniejsze ubrania i przysiadłam na łóżku z gitarą. Dawno tego nie robiłam. Nie wiem czemu, przecież ten instrument zawsze pozwala mi się rozluźnić, pomyśleć. Palcami wydobywam ciche brzdęknięcia i to mnie uspokaja.
Zaczęłam się zastanawiać czemu Pan dyrektor nie powiedział prawdy rodzicom.
Postanowiłam, że następnego dnia przejdę się do niego i mu podziękuje.
W końcu już minął mi szok, więc mogłam nareszcie cieszyć się ze stypendium.
Grałam sobie na gitarze dopóty, dopóki nie zorientowałam się jak jest późno.
Odłożyłam ją na swoje miejsca i poszłam wziąć kąpiel. Była mi potrzebna. Dzisiejszy dzień był taki emocjonujący.
Gdy wróciłam do pokoju, usłyszałam wibracje mojego telefonu. Okazało się, że to Michał. Treść SMS'a była następująca. "Nina co jest z Tobą? Martwię się dzwoniłem tyle razy, pisałem i nic. Masz mocno przechlapane? Proszę Cię odpisz jak najszybciej!"
Rzeczywiście miałam 17 nieodebranych połączeń i 13 SMS'ów. Postanowiłam jak najszybciej mu odpisać.
"Wybacz, grałam sobie na gitarze i nie słyszałam, że piszesz i dzwonisz. Spokojnie, nie zamartwiaj się. Właśnie jest totalnie na odwrót i dostałam nawet gratulacje. Jutro wszystko Ci opowiem. Śpij dobrze, dobranoc."
To było takie miłe z jego strony. Dzięki temu SMS'owi spałam jak dziecko.
Fakt, że nie zasnęłam o 3:00 w nocy sprawił, iż z samego rana byłam tak wyspana jak chyba jeszcze nigdy w życiu.
O poranku zrobiłam to co do mnie należy i wybrałam się na przystanek. Czekał tam oczywiście Michał. Był tak zniecierpliwiony, chciał, żebym mu wreszcie powiedziała co się wczoraj wydarzyło. Opowiedziałam mu wszystko o tym jak się bałam konsekwencji, o moich próbach bycia niezauważalną, o obiedzie, stypendium i w ogóle.
Na początku go to zaskoczyło, potem śmialiśmy się z tego, a na końcu mi pogratulował.
Niezła historia, nie ma co.
Po przybyciu do szkoły, udałam się od razu do gabinetu dyrektora.
Zastukałam w drzwi, usłyszałam 'proszę', więc weszłam.
-Dzień dobry!
-Witaj Nina, zapraszam. Usiądź sobie wygodnie. - Przywitał mnie uśmiechem.
Jego reakcja na mój widok bardzo mnie zdziwiła.
-Ja przyszłam podziękować za to, że jednak nie powiedział Pan o tej sytuacji na matmie moim rodzicom. Nawet Pan nie wie jak ja się bałam wracać do domu. Dodatkowo dowiedziałam się o tym stypendium i za bardzo nie rozumiem...
-Widzisz, rozmyśliłem się, bo uważałem, że za jednorazowy wybryk nie potrzeba interwencji rodziców, ale było już za późno. Twoj tata odebrał.
Od dawna mam zamiar starać się o stypendium dla Ciebie, więc to był idealny moment, żeby mu o tym powiedzieć.
-Nawet nie wiedziałam, bardzo dziękuje. To znaczy dla mnie bardzo wiele.
-Nie masz za co dziękować. Zasługujesz na to.
-Miło mi. Mimo wszystko raz jeszcze dziękuje.
-A jeszcze kwestia Pani od matematyki. Nie masz się co martwić, rozmawiałem z nią. Z Twoją wychowawczynią też i jeśli będzie Ci się działa krzywda, masz natychmiast mi lub wychowawczyni to zgłosić, rozumiesz?
-Oczywiście. Dziękuje, że mogę liczyć na pańską pomoc. Ja już pójdę, bo zaraz się spóźnię na lekcje.
Wstałam od biurka.
-To do widzenia.
-Do zobaczenia Nina.
Wychodząc za drzwi usłyszałam drugi dzwonek. Szybko pobiegłam pod salę.
Faktycznie dzisiaj matematyka była w porządku. Poza tym moja klasa chyba dała mi spokój, bo nikt mi nie dokuczał i nareszcie polubiłam tą szkołę, gdy pierwszy raz od roku miałam w niej spokojny dzień.
Po lekcjach uznaliśmy z Michałem, że wrócimy piechotą do domu, żeby mieć więcej czasu na pogaduszki.
-Słuchaj Nina, mogę mieć do Ciebie prośbę?
-No nie wiem, zalezy, ale mów, o co chodzi?
-Moja mama ma jutro urodziny i chcę żebyś mi pomogła. Ona kocha skrzypce, a Ty umiesz na nich grać. Wpadłabyś jutro na kolację, którą dla niej użądzimy z Monią i zagrałabyś coś odpowiedniego?
Zawahałam się.
-No - no dobrze, to powiesz mi jutro wszystko ze szczegółami, a ja wybiorę jakiś utwór.
Tak naprawdę wcale nie chciałam tam iść. Jego matka to moja nauczycielka geografii i tak trochę głupio, ale nie mogłam mu odmówić. Czułam, że on nie zasługuje na to bym się nie zgodziła.
Po powrocie do domu od razu postanowiłam wziąć się za poszukiwania utworu, który miałabym 'zaprezentować' przed matką Michała.
Szukałam właściwego do w 1 nocy. Przeszukałam swoje notatki, nuty, caluśki internet... i nic. Zaczęłam się irytować, bo nie mogłam nic znaleźć.
Nie miałam już siły, więc rzuciłam się twarzą na łóżko.
Zastanawiałam się dalej i w pewnym momencie mnie olśniło. Wpisałam w internecie utwór, który wybrałam. Jest to jeden z moich ulubionych, grałam go już wielokrotnie. Przesłuchałam go kilka razy i byłam zdecydowana. To "Henryk Wieniawski - Romance". Uznałam, że jutro dodatkowo nagram sobie podkład z fortepianem w tle.
Kiedy już miałam wybrany utwór i opanowałam podenerwowanie, to mogłam nareszcie położyć się spać.
------------------------------------------------------------------------------------------------
To już chyba przed, przedostatni rozdział tak monotonny ;) Dobra nie będę spoilerować. ;p
CUDOOOOO, nananana...
https://m.youtube.com/watch?v=JznXx1Ns374
Things were all good yesterday,
And then the devil took your memory,
And if you fell to your death today,
I hope that heaven is your resting place. *o* ;c
/BTW/
Będę chyba zmuszona zawiesić blog na nie wiem ile, bo wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do komputera. Niedługo podam szczegóły co i jak :)
Rozdział II
Nacisnęłam na klamkę i bez najmniejszego szelestu starałam się wejść do domu. Nie chciałam by ktokolwiek mnie usłyszał, wbrew pozorom, bałam się konsekwencji. Okazało się, że niepotrzebnie.
Mój tata siedział na kanapie i czytał gazetę, mama pichciła w kuchni, siostra przeglądała jakieś notatki, a brat siedział przed komputerem. Nic nowego.
Próbowałam przejść niezauważalna na górę, lecz usłyszałam słowa taty:
-Witaj Nina! Czemu się nie przywitałaś? - Ojciec wyszczerzył się moją stronę.
-Ee, cześć wszystkim! - Zaczęłam się gorączkować, przełknęłam ślinę i wybełkotałam parę słów.
-Ja - ja chciałabym pójść na górę. Jestem zmęczona, bo to był ciężki dzień.
Odwróciłam się w kierunku schodów, postawiłam pierwszy krok, lecz nie mogłam iść dalej, bo usłyszałam matczyny głos...
-Nie, nie umyj ręce i siadaj do stołu. Zaraz będzie obiad, a my mamy jeszcze do pogadania, nie sądzisz?
Westchnęłam ciężko. Zaczęło mi być gorąco, szykowałam się na najgorsze. Rzuciłam plecak, poszłam do łazienki umyć ręce i znowu wróciłam do kuchni.
-Siadaj. - Rozkazała mama.
Posłusznie wykonałam polecenie.
-No więc, gratulacje! - Moi rodzice i rodzeństwo zaczęli mnie oklaskiwać.
Zdziwiłam się niezmiernie. Czego oni mi gratulują do jasnej anielki?
-Ale czego? - Spojrzałam na nich jak na bandę uciekinierów psychiatryka. Czy oni powariowali?
-Dzwonił do nas Twój dyrektor.
Nadal nie rozumiałam z czego się tak radują.
-No przecież postara się o stypendium dla Ciebie! Mówił, że dzisiaj z Tobà o tym rozmawiał. Jesteśmy z Ciebie niesamowicie dumni. Widzisz, nawet z matematyką widocznie dałaś sobie radę.
Nie wyobrażacie sobie jaką minę miałam, gdy mi to powiedzieli. Nie rozumiałam o co chodzi. Pan dyrektor miał powiedzieć o tej sytuacji na matematyce, a powiedział coś takiego? Zdziwiłam się, ogromnie. To wszystko kolidowało z sytuacją na matmie.
-A tak, tak rzeczywiście. Dziękuje za gratulacje. - Lekko podniosłam kąciki ust.
-Nie cieszysz się? - Zapytał mnie brat.
Byłam zbyt zaskoczona, żeby się cieszyć, więc udawałam.
-To oczywiste, że się cieszę. - Szerzej się uśmiechnęłam.
Miło i rodzinnie spędziliśmy to popołudnie. Jakby się tak zastanowić to mam naprawdę najlepszą rodzinę pod słońcem.
Po tym sympatycznie spędzonym popołudniu poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w wygodniejsze ubrania i przysiadłam na łóżku z gitarą. Dawno tego nie robiłam. Nie wiem czemu, przecież ten instrument zawsze pozwala mi się rozluźnić, pomyśleć. Palcami wydobywam ciche brzdęknięcia i to mnie uspokaja.
Zaczęłam się zastanawiać czemu Pan dyrektor nie powiedział prawdy rodzicom.
Postanowiłam, że następnego dnia przejdę się do niego i mu podziękuje.
W końcu już minął mi szok, więc mogłam nareszcie cieszyć się ze stypendium.
Grałam sobie na gitarze dopóty, dopóki nie zorientowałam się jak jest późno.
Odłożyłam ją na swoje miejsca i poszłam wziąć kąpiel. Była mi potrzebna. Dzisiejszy dzień był taki emocjonujący.
Gdy wróciłam do pokoju, usłyszałam wibracje mojego telefonu. Okazało się, że to Michał. Treść SMS'a była następująca. "Nina co jest z Tobą? Martwię się dzwoniłem tyle razy, pisałem i nic. Masz mocno przechlapane? Proszę Cię odpisz jak najszybciej!"
Rzeczywiście miałam 17 nieodebranych połączeń i 13 SMS'ów. Postanowiłam jak najszybciej mu odpisać.
"Wybacz, grałam sobie na gitarze i nie słyszałam, że piszesz i dzwonisz. Spokojnie, nie zamartwiaj się. Właśnie jest totalnie na odwrót i dostałam nawet gratulacje. Jutro wszystko Ci opowiem. Śpij dobrze, dobranoc."
To było takie miłe z jego strony. Dzięki temu SMS'owi spałam jak dziecko.
Fakt, że nie zasnęłam o 3:00 w nocy sprawił, iż z samego rana byłam tak wyspana jak chyba jeszcze nigdy w życiu.
O poranku zrobiłam to co do mnie należy i wybrałam się na przystanek. Czekał tam oczywiście Michał. Był tak zniecierpliwiony, chciał, żebym mu wreszcie powiedziała co się wczoraj wydarzyło. Opowiedziałam mu wszystko o tym jak się bałam konsekwencji, o moich próbach bycia niezauważalną, o obiedzie, stypendium i w ogóle.
Na początku go to zaskoczyło, potem śmialiśmy się z tego, a na końcu mi pogratulował.
Niezła historia, nie ma co.
Po przybyciu do szkoły, udałam się od razu do gabinetu dyrektora.
Zastukałam w drzwi, usłyszałam 'proszę', więc weszłam.
-Dzień dobry!
-Witaj Nina, zapraszam. Usiądź sobie wygodnie. - Przywitał mnie uśmiechem.
Jego reakcja na mój widok bardzo mnie zdziwiła.
-Ja przyszłam podziękować za to, że jednak nie powiedział Pan o tej sytuacji na matmie moim rodzicom. Nawet Pan nie wie jak ja się bałam wracać do domu. Dodatkowo dowiedziałam się o tym stypendium i za bardzo nie rozumiem...
-Widzisz, rozmyśliłem się, bo uważałem, że za jednorazowy wybryk nie potrzeba interwencji rodziców, ale było już za późno. Twoj tata odebrał.
Od dawna mam zamiar starać się o stypendium dla Ciebie, więc to był idealny moment, żeby mu o tym powiedzieć.
-Nawet nie wiedziałam, bardzo dziękuje. To znaczy dla mnie bardzo wiele.
-Nie masz za co dziękować. Zasługujesz na to.
-Miło mi. Mimo wszystko raz jeszcze dziękuje.
-A jeszcze kwestia Pani od matematyki. Nie masz się co martwić, rozmawiałem z nią. Z Twoją wychowawczynią też i jeśli będzie Ci się działa krzywda, masz natychmiast mi lub wychowawczyni to zgłosić, rozumiesz?
-Oczywiście. Dziękuje, że mogę liczyć na pańską pomoc. Ja już pójdę, bo zaraz się spóźnię na lekcje.
Wstałam od biurka.
-To do widzenia.
-Do zobaczenia Nina.
Wychodząc za drzwi usłyszałam drugi dzwonek. Szybko pobiegłam pod salę.
Faktycznie dzisiaj matematyka była w porządku. Poza tym moja klasa chyba dała mi spokój, bo nikt mi nie dokuczał i nareszcie polubiłam tą szkołę, gdy pierwszy raz od roku miałam w niej spokojny dzień.
Po lekcjach uznaliśmy z Michałem, że wrócimy piechotą do domu, żeby mieć więcej czasu na pogaduszki.
-Słuchaj Nina, mogę mieć do Ciebie prośbę?
-No nie wiem, zalezy, ale mów, o co chodzi?
-Moja mama ma jutro urodziny i chcę żebyś mi pomogła. Ona kocha skrzypce, a Ty umiesz na nich grać. Wpadłabyś jutro na kolację, którą dla niej użądzimy z Monią i zagrałabyś coś odpowiedniego?
Zawahałam się.
-No - no dobrze, to powiesz mi jutro wszystko ze szczegółami, a ja wybiorę jakiś utwór.
Tak naprawdę wcale nie chciałam tam iść. Jego matka to moja nauczycielka geografii i tak trochę głupio, ale nie mogłam mu odmówić. Czułam, że on nie zasługuje na to bym się nie zgodziła.
Po powrocie do domu od razu postanowiłam wziąć się za poszukiwania utworu, który miałabym 'zaprezentować' przed matką Michała.
Szukałam właściwego do w 1 nocy. Przeszukałam swoje notatki, nuty, caluśki internet... i nic. Zaczęłam się irytować, bo nie mogłam nic znaleźć.
Nie miałam już siły, więc rzuciłam się twarzą na łóżko.
Zastanawiałam się dalej i w pewnym momencie mnie olśniło. Wpisałam w internecie utwór, który wybrałam. Jest to jeden z moich ulubionych, grałam go już wielokrotnie. Przesłuchałam go kilka razy i byłam zdecydowana. To "Henryk Wieniawski - Romance". Uznałam, że jutro dodatkowo nagram sobie podkład z fortepianem w tle.
Kiedy już miałam wybrany utwór i opanowałam podenerwowanie, to mogłam nareszcie położyć się spać.
------------------------------------------------------------------------------------------------
To już chyba przed, przedostatni rozdział tak monotonny ;) Dobra nie będę spoilerować. ;p
CUDOOOOO, nananana...
https://m.youtube.com/watch?v=JznXx1Ns374
Things were all good yesterday,
And then the devil took your memory,
And if you fell to your death today,
I hope that heaven is your resting place. *o* ;c
/BTW/
Będę chyba zmuszona zawiesić blog na nie wiem ile, bo wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do komputera. Niedługo podam szczegóły co i jak :)
niedziela, 3 sierpnia 2014
Witajcie! Dzisiaj I rozdział, a więc zapraszam do czytania :)
Rozdział I.
Jeszcze tylko kilka dni do wakacji, kilka dni... Tak właśnie pomyślałam, gdy po raz kolejny usłyszałam dźwięk budzika. Oczy kleiły mi się po nieprzespanej nocy. Ostatnio zasypiam dopiero około 3:00 z niewiadomych przyczyn. Rano zawsze jestem potem nieprzytomna i nie wiem co się dzieje.
Właśnie zaczął się poniedziałek, a to oznaczało, że został jeszcze wtorek, środa, czwartek i nareszcie upragniony przez każdego ucznia... piątek.
Przeciągnęłam się, przetarłam oczy i podeszłam do okna, żeby sprawdzić temperaturę. Już z rana było 25 stopni w cieniu.
Posiedziałam chwilę przed oknem, widziałam cudowną szczecińską panoramę, było tak pięknie.
Zerknęłam na zegarek i uświadomiłam sobie, że już 7:27 i za 13 minut mam autobus. Pomyślałam sobie "to chyba jakiś żart..."
Momentalnie się rozbudziłam i jak zwykle zrobiłam to co należy do moich 'porannych obowiązków' z jedyną różnicą - szybciej niż zwykle. Wykąpałam się, ubrałam, zjadłam śniadanie, pożegnałam się z rodziną i pobieglam na przystanek. Tam jak zwykle czekał na mnie mój najlepszy przyjaciel - Michał. Dzień jak co dzień.
-Cześć Nina!- Przywitał mnie szczerym, szerokim uśmiechem i mocnym uściskiem. Zawsze mnie tak wita, nigdy nie jest smutny i to mnie strasznie w nim intryguje.
-Cześć, jak tam?
-No wiesz wszystko w porządku, spokojny weekend spędzony z Emilą nad jeziorem, sam na sam.
-Kolejny raz widzę nie próżnujecie, co? - Uśmiechnęłam się nieszczerze. Czułam coś więcej do Michała, a ona była główną przeszkodą dlaczego nie mogliśmy być razem. Chociaż chyba tylko tak sobie wmawiam, bo on nic do mnie nie czuje i muszę się z tym wreszcie pogodzić.
-Właściwie to nie wiem co odpowiedzieć...
Zauważyłam, że się zaczerwienił i lekko speszył przez to co powiedziałam.
-Przepraszam, nie chciałam Cię urazić, ani nic w tym stylu. To było niestosowne, wybacz.
-To ja przepraszam, nie powinienem Ci o tym wspominać, zważyszwy, że...
-Daj spokój, nic się nie stało.
Przerwałam mu, bo wiedziałam co chce powiedzieć. On wie, że nie uważam nas tylko za przyjaciół, więc stara się nic nie mówić, żeby mnie nie ranić.
Nienawidzę tego uczucia, tej całej zazdrości. Czuję się niezręcznie, bo wiem, że on ją naprawdę kocha, a ja nawet nie udaję, że się cieszę. Jestem fatalna i nieempatyczna, jeśli chodzi o ich związek.
W momencie, gdy tak rozmyślałam, że nie potrafię się cieszyć z jego szczęścia, przyjechał autobus. Michał jak zwykle przepuścił mnie pierwszą, jest taki 'gentlemeński', oj.
Usiedliśmy razem i pojechaliśmy do naszego liceum. Nie cierpię tego miejsca. Tu działy się same przykrości związane z moją osobą. Jednak moi rodzice chcieli, żebym się tu uczyła.
Wysiedliśmy z autobusu i udaliśmy się w kierunku naszej szkoły. Pierwszą mieliśmy matmę. Jeju jak ja nie trawię naszej matematyczki. (Mogliście zauważyć, że należę do osób, które nie przepadają za połową świata). No nieistotne, wracając do matematyczki każdy nauczyciel robi luźniejsze lekcje, a tylko ona każe nam pracować do samego końca.
Weszliśmy do sali, zajęliśmy miejsca i 'królowa' zaczęła prowadzić lekcje.
Miałam totalnie gdzieś co ona mówi i myślami byłam gdzie indziej. Dopiero gdy usłyszałam słowa:
-Nina czy ja Ci przeszkadzam?
Już wiedziałam co sie dla mnie gotuje...
-Zapraszam do tablicy w trybie natychmiastowym!
Jak zwykle mi to robi, nienawidzi mnie dlatego zawsze to ja jestem wybierana.
Wzdychając ciężko, powoli odsunęłam krzesło i wstałam z miejsca.
-No już, już szybciutko nie wygrałam czasu na loterii, a za nim Ty cokolwiek pojmiesz potrzeba będzie wiele czasu. Nie chcę marnować na Ciebie całej lekcji. W ogóle to nie wiem jakim cudem dostałaś się do tej klasy...
Usłyszałam donośne śmiechy osób z mojej klasy. Nie rozumiem co ich tak rozśmieszyło? Nie moja wina, że jestem na mat - geo nie rozumiejąc matmy. Wszystko przez moich rodziców, to oni wysłali mnie na taki profil.
Zdenerwował mnie fakt, że nauczycielka tak mnie potraktowała, a moi 'koledzy' z klasy za nic nie raczyli mnie wesprzeć. Pod wpływem emocji naskoczyłam na nich.
-Nie mam pojęcia, co was tak bawi?! Mam dość tego jak mnie traktujecie! Jestem dla was 'kozłem ofiarnym', wiecie, że jestem od was słabsza dlatego ciągle mi dokuczacie i się na mnie wyżywacie! Nikogo nie obchodzi fakt, że ja też mam uczucia! Panią tak samo...
Wszyscy patrzyli na mnie z osłupieniem, razem z Panią. Dopiero gdy się ocknęła, powiedziała, znaczy wrzasnęła.
-Dość Nina! Do gabinetu dyrektora, ale to już! Co Ty za cyrki odstawiasz?
Moja klasa jeszcze bardziej wybuchnęła śmiechem. Więc wyszłam z sali, trzaskając drzwiami. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Za mną wybiegł Michał.
-Nina! Nina, stój!
-Zostaw mnie, nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Dam sobie radę bez niczyjego poparcia. Lepiej wracaj do klasy, bo ta wiedźma będzie i na Ciebie wściekła.
-Bądź dzielna, wierzę, że nic Ci nie zrobią. - Po tych słowach skierowałam twarz w jego stronę, widziałam jak odchodzi do klasy.
W mojej szkole jest tak, że nauczyciele każą uczniowi samemu iść do dyrektora, a oni do niego dzwonią i przedstawiają sytuację, gdyż nie chce im się ruszać. To czemu by nie zwiać, co? Uciec nie można, bo drzwi są pozamykane w trakcie lekcji, a przy nich stoją szatniarki i ich pilnują. To jakieś więzienie, a nie szkoła...
Specjalnie mi się nie spieszyło, ale wiedziałam, że jeśli będę to przedłużać, będzie jeszcze gorzej.
Zapukałam do drzwi i weszłam.
-Dzień dobry Panie dyrektorze, ja w sprawie...
-Tak wiem Nina, dzień dobry.
Nie rozumiałam dlaczego mi przerwał, toć to takie 'niekulturalne' według każdego nauczyciela. W sumie i tak nasz dyrektor to dobry człowiek.
-Nina, dziecko drogie... Co się stało? Jednej z najlepszych uczennic w naszej szkole chyba nie wypada się tak zachowywać. Powiedz, o co chodzi?
Otarłam łzy i trochę się uspokoiłam.
-Chodzi o to, że moja klasa mnie nienawidzi, chcą dla mnie jak najgorzej. Ponadto ciągle mi dokuczają, bo wiedzą, że nie dam rady się przed nimi obronić. Pani od matematyki się na mnie uwzięła. Jestem pytana 3 razy w tygodniu, gdy wiele osób nie było pytanych wcale. Po prostu, gdy Pani tak do mnie powiedziała, a cała klasa wybuchnęła śmiechem, zareagowałam impulsywnie. Sama nie wiem dlaczego, przepraszam.
Poczułam jak łzy znowu zaczęły zbierać mi się pod powiekami.
-Nie płacz Nina, nie masz powodu. Poza tym to nie mnie powinnaś przepraszać, a Panią i swoją klasę. Co Ci Pani właściwie powiedziała?
-No, że mi to trzeba bez końca tłumaczyć i przez to traci czas i że nie wie jakim cudem dostałam się do swojej klasy... Coś w ten deseń.
-Tak Ci powiedziała? Ach, rozumiem. Z Panią również przeprowadzę rozmowę.
A więc dobrze. Nie podejmę się żadnych poważnych kroków w Twoim kierunku, ale niestety muszę powiadomić o zaistniałej sytuacji Twoich rodziców. Natomiast teraz wracaj do klasy i przeproś Panią oraz klasę.
-Rozumiem. Dziękuje i jeszcze raz przepraszam, do widzenia.
Mężczyzna tylko kiwnął głową i wyciągnął telefon, żeby zadzwonić do moich rodziców.
Wychodząc z gabinetu zaczęłam przeklinać siebie i zastanawiać się czemu właściwie tak postąpiłam? Aczkolwiek nie chciałam przepraszać tej jędzy, czułam jednak, że mimo wszystko to mój obowiązek.
Było już 10 minut do końca lekcji, gdy weszłam do sali.
Wszyscy zaczęli bić mi brawo, wiwatowali, łącznie z Panią, tylko Michał i Emilia siedzieli cicho. Wbrew pozorom Emila jest w porządku i powinnam się do niej przekonać.
Kiedy już przestali odgrywać tą błazenadę, przemówiłam.
-Bardzo dziękuje za ten aplauz skierowany w moją stornę, naprawdę, nie trzeba było.
-Tylko tyle masz do powiedzenia? - Odezwała się szyderczo ta podła ropucha.
-Nie, to nie wszystko. Czuję, że powinnam was przeprosić, a więc przepraszam bardzo za moje zachowanie. Wiem, że postąpiłam niewłaściwie i żałuję. Postaram się, żeby to się więcej nie powtórzyło.
-Pff... Mam nadzieję, bo to co zrobiłaś było bardzo nietaktowne. Siadaj już i słuchaj, bo widzisz do czego Twoja nieuwaga prowadzi.
Usiadłam grzecznie na miejsce. Wcale nie żałowałam i nie czułam, że powinnam ich przepraszać. Raczej oni powinni to zrobić, jednak nie chciałam sprawiać przykrości dla Pana dyrektora i nie wypełnić złożonego mu zarzeczenia, bo to zbyt pożądny człowiek.
Po lekcji oczywiście nie obeszło się bez docinek i dogryzania mi. Pogorszylam sobie sytuację jeszcze bardziej. Na całe szczęście byli przy mnie Michał i Emilka. Zaczęłam naprawdę lubić tą dziewczynę.
Po lekcjach poszłam na autobus i wróciłam do domu. Byłam przygotowana na wykład, jednak zdziwiłam się i to bardzo...
-----------------------------------------------------
I jak się podoba? Zapraszam do komentowania :) Jak już mówiłam, nie zrażajcie się, że się trochę rozpisuje ;p Postaram trochę się streszczać, ale tyle razy narzucałam poprawki na ten rozdział, że tak wyszło.
Rozdział I.
Jeszcze tylko kilka dni do wakacji, kilka dni... Tak właśnie pomyślałam, gdy po raz kolejny usłyszałam dźwięk budzika. Oczy kleiły mi się po nieprzespanej nocy. Ostatnio zasypiam dopiero około 3:00 z niewiadomych przyczyn. Rano zawsze jestem potem nieprzytomna i nie wiem co się dzieje.
Właśnie zaczął się poniedziałek, a to oznaczało, że został jeszcze wtorek, środa, czwartek i nareszcie upragniony przez każdego ucznia... piątek.
Przeciągnęłam się, przetarłam oczy i podeszłam do okna, żeby sprawdzić temperaturę. Już z rana było 25 stopni w cieniu.
Posiedziałam chwilę przed oknem, widziałam cudowną szczecińską panoramę, było tak pięknie.
Zerknęłam na zegarek i uświadomiłam sobie, że już 7:27 i za 13 minut mam autobus. Pomyślałam sobie "to chyba jakiś żart..."
Momentalnie się rozbudziłam i jak zwykle zrobiłam to co należy do moich 'porannych obowiązków' z jedyną różnicą - szybciej niż zwykle. Wykąpałam się, ubrałam, zjadłam śniadanie, pożegnałam się z rodziną i pobieglam na przystanek. Tam jak zwykle czekał na mnie mój najlepszy przyjaciel - Michał. Dzień jak co dzień.
-Cześć Nina!- Przywitał mnie szczerym, szerokim uśmiechem i mocnym uściskiem. Zawsze mnie tak wita, nigdy nie jest smutny i to mnie strasznie w nim intryguje.
-Cześć, jak tam?
-No wiesz wszystko w porządku, spokojny weekend spędzony z Emilą nad jeziorem, sam na sam.
-Kolejny raz widzę nie próżnujecie, co? - Uśmiechnęłam się nieszczerze. Czułam coś więcej do Michała, a ona była główną przeszkodą dlaczego nie mogliśmy być razem. Chociaż chyba tylko tak sobie wmawiam, bo on nic do mnie nie czuje i muszę się z tym wreszcie pogodzić.
-Właściwie to nie wiem co odpowiedzieć...
Zauważyłam, że się zaczerwienił i lekko speszył przez to co powiedziałam.
-Przepraszam, nie chciałam Cię urazić, ani nic w tym stylu. To było niestosowne, wybacz.
-To ja przepraszam, nie powinienem Ci o tym wspominać, zważyszwy, że...
-Daj spokój, nic się nie stało.
Przerwałam mu, bo wiedziałam co chce powiedzieć. On wie, że nie uważam nas tylko za przyjaciół, więc stara się nic nie mówić, żeby mnie nie ranić.
Nienawidzę tego uczucia, tej całej zazdrości. Czuję się niezręcznie, bo wiem, że on ją naprawdę kocha, a ja nawet nie udaję, że się cieszę. Jestem fatalna i nieempatyczna, jeśli chodzi o ich związek.
W momencie, gdy tak rozmyślałam, że nie potrafię się cieszyć z jego szczęścia, przyjechał autobus. Michał jak zwykle przepuścił mnie pierwszą, jest taki 'gentlemeński', oj.
Usiedliśmy razem i pojechaliśmy do naszego liceum. Nie cierpię tego miejsca. Tu działy się same przykrości związane z moją osobą. Jednak moi rodzice chcieli, żebym się tu uczyła.
Wysiedliśmy z autobusu i udaliśmy się w kierunku naszej szkoły. Pierwszą mieliśmy matmę. Jeju jak ja nie trawię naszej matematyczki. (Mogliście zauważyć, że należę do osób, które nie przepadają za połową świata). No nieistotne, wracając do matematyczki każdy nauczyciel robi luźniejsze lekcje, a tylko ona każe nam pracować do samego końca.
Weszliśmy do sali, zajęliśmy miejsca i 'królowa' zaczęła prowadzić lekcje.
Miałam totalnie gdzieś co ona mówi i myślami byłam gdzie indziej. Dopiero gdy usłyszałam słowa:
-Nina czy ja Ci przeszkadzam?
Już wiedziałam co sie dla mnie gotuje...
-Zapraszam do tablicy w trybie natychmiastowym!
Jak zwykle mi to robi, nienawidzi mnie dlatego zawsze to ja jestem wybierana.
Wzdychając ciężko, powoli odsunęłam krzesło i wstałam z miejsca.
-No już, już szybciutko nie wygrałam czasu na loterii, a za nim Ty cokolwiek pojmiesz potrzeba będzie wiele czasu. Nie chcę marnować na Ciebie całej lekcji. W ogóle to nie wiem jakim cudem dostałaś się do tej klasy...
Usłyszałam donośne śmiechy osób z mojej klasy. Nie rozumiem co ich tak rozśmieszyło? Nie moja wina, że jestem na mat - geo nie rozumiejąc matmy. Wszystko przez moich rodziców, to oni wysłali mnie na taki profil.
Zdenerwował mnie fakt, że nauczycielka tak mnie potraktowała, a moi 'koledzy' z klasy za nic nie raczyli mnie wesprzeć. Pod wpływem emocji naskoczyłam na nich.
-Nie mam pojęcia, co was tak bawi?! Mam dość tego jak mnie traktujecie! Jestem dla was 'kozłem ofiarnym', wiecie, że jestem od was słabsza dlatego ciągle mi dokuczacie i się na mnie wyżywacie! Nikogo nie obchodzi fakt, że ja też mam uczucia! Panią tak samo...
Wszyscy patrzyli na mnie z osłupieniem, razem z Panią. Dopiero gdy się ocknęła, powiedziała, znaczy wrzasnęła.
-Dość Nina! Do gabinetu dyrektora, ale to już! Co Ty za cyrki odstawiasz?
Moja klasa jeszcze bardziej wybuchnęła śmiechem. Więc wyszłam z sali, trzaskając drzwiami. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Za mną wybiegł Michał.
-Nina! Nina, stój!
-Zostaw mnie, nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Dam sobie radę bez niczyjego poparcia. Lepiej wracaj do klasy, bo ta wiedźma będzie i na Ciebie wściekła.
-Bądź dzielna, wierzę, że nic Ci nie zrobią. - Po tych słowach skierowałam twarz w jego stronę, widziałam jak odchodzi do klasy.
W mojej szkole jest tak, że nauczyciele każą uczniowi samemu iść do dyrektora, a oni do niego dzwonią i przedstawiają sytuację, gdyż nie chce im się ruszać. To czemu by nie zwiać, co? Uciec nie można, bo drzwi są pozamykane w trakcie lekcji, a przy nich stoją szatniarki i ich pilnują. To jakieś więzienie, a nie szkoła...
Specjalnie mi się nie spieszyło, ale wiedziałam, że jeśli będę to przedłużać, będzie jeszcze gorzej.
Zapukałam do drzwi i weszłam.
-Dzień dobry Panie dyrektorze, ja w sprawie...
-Tak wiem Nina, dzień dobry.
Nie rozumiałam dlaczego mi przerwał, toć to takie 'niekulturalne' według każdego nauczyciela. W sumie i tak nasz dyrektor to dobry człowiek.
-Nina, dziecko drogie... Co się stało? Jednej z najlepszych uczennic w naszej szkole chyba nie wypada się tak zachowywać. Powiedz, o co chodzi?
Otarłam łzy i trochę się uspokoiłam.
-Chodzi o to, że moja klasa mnie nienawidzi, chcą dla mnie jak najgorzej. Ponadto ciągle mi dokuczają, bo wiedzą, że nie dam rady się przed nimi obronić. Pani od matematyki się na mnie uwzięła. Jestem pytana 3 razy w tygodniu, gdy wiele osób nie było pytanych wcale. Po prostu, gdy Pani tak do mnie powiedziała, a cała klasa wybuchnęła śmiechem, zareagowałam impulsywnie. Sama nie wiem dlaczego, przepraszam.
Poczułam jak łzy znowu zaczęły zbierać mi się pod powiekami.
-Nie płacz Nina, nie masz powodu. Poza tym to nie mnie powinnaś przepraszać, a Panią i swoją klasę. Co Ci Pani właściwie powiedziała?
-No, że mi to trzeba bez końca tłumaczyć i przez to traci czas i że nie wie jakim cudem dostałam się do swojej klasy... Coś w ten deseń.
-Tak Ci powiedziała? Ach, rozumiem. Z Panią również przeprowadzę rozmowę.
A więc dobrze. Nie podejmę się żadnych poważnych kroków w Twoim kierunku, ale niestety muszę powiadomić o zaistniałej sytuacji Twoich rodziców. Natomiast teraz wracaj do klasy i przeproś Panią oraz klasę.
-Rozumiem. Dziękuje i jeszcze raz przepraszam, do widzenia.
Mężczyzna tylko kiwnął głową i wyciągnął telefon, żeby zadzwonić do moich rodziców.
Wychodząc z gabinetu zaczęłam przeklinać siebie i zastanawiać się czemu właściwie tak postąpiłam? Aczkolwiek nie chciałam przepraszać tej jędzy, czułam jednak, że mimo wszystko to mój obowiązek.
Było już 10 minut do końca lekcji, gdy weszłam do sali.
Wszyscy zaczęli bić mi brawo, wiwatowali, łącznie z Panią, tylko Michał i Emilia siedzieli cicho. Wbrew pozorom Emila jest w porządku i powinnam się do niej przekonać.
Kiedy już przestali odgrywać tą błazenadę, przemówiłam.
-Bardzo dziękuje za ten aplauz skierowany w moją stornę, naprawdę, nie trzeba było.
-Tylko tyle masz do powiedzenia? - Odezwała się szyderczo ta podła ropucha.
-Nie, to nie wszystko. Czuję, że powinnam was przeprosić, a więc przepraszam bardzo za moje zachowanie. Wiem, że postąpiłam niewłaściwie i żałuję. Postaram się, żeby to się więcej nie powtórzyło.
-Pff... Mam nadzieję, bo to co zrobiłaś było bardzo nietaktowne. Siadaj już i słuchaj, bo widzisz do czego Twoja nieuwaga prowadzi.
Usiadłam grzecznie na miejsce. Wcale nie żałowałam i nie czułam, że powinnam ich przepraszać. Raczej oni powinni to zrobić, jednak nie chciałam sprawiać przykrości dla Pana dyrektora i nie wypełnić złożonego mu zarzeczenia, bo to zbyt pożądny człowiek.
Po lekcji oczywiście nie obeszło się bez docinek i dogryzania mi. Pogorszylam sobie sytuację jeszcze bardziej. Na całe szczęście byli przy mnie Michał i Emilka. Zaczęłam naprawdę lubić tą dziewczynę.
Po lekcjach poszłam na autobus i wróciłam do domu. Byłam przygotowana na wykład, jednak zdziwiłam się i to bardzo...
-----------------------------------------------------
I jak się podoba? Zapraszam do komentowania :) Jak już mówiłam, nie zrażajcie się, że się trochę rozpisuje ;p Postaram trochę się streszczać, ale tyle razy narzucałam poprawki na ten rozdział, że tak wyszło.
Witajcie! Chciałabym trochę wam oznajmić o czym będzie moje opowiadanie. Nie zrażajcie się faktem, że trochę się rozpisuje. Poza tym to 'streszczenie' napisałam trochę bez ładu i składu na szybko o 23, więc sami rozumiecie. Tak strasznie mnie natchnęło, żeby je napisać. Jutro będzie pierwsza część opowiadania, naniosę kilka drobnych poprawek i opublikuę je. Dobrze przejdźmy więc do opowiadania...
Nina, która jest 16 - letnią Szczecinianką jest również nastawioną na 'nie' do świata osobą. Jej najlepszym i jednocześnie jedynym przyjacielem jest Michał. Dziewczyna nie należy do najbardziej lubianych osób. Nina czuje coś więcej do Michała. On niestety nie podziela owego uczucia, ma partnerkę Emilię, której dziewczyna nie lubi. Dopiero, gdy widzi, że dziewczyna naprawdę ją wspiera - przekonuje się do niej.
Nina ma 2 rodzeństwa - straszego brata i młodszą siostrę.
Rodzice dziewczyny bardzo zadbali o jej edukację muzyczną. Nina gra na fortepianie, gitarze, skrzypcach i perkusji. Poza tym pięknie śpiewa, ale się z tym ukrywa.
Pewnego dnia dziewczyna zostaje zaproszona na imprezę co bardzo ją zaskakuje. Postanawia na nią iść, ale jej rodzice nie wyrażają na to zgody.
Dziewczyna buntuje się i namawia przyjaciela by ukradli samochód jej rodzicom i uciekli na imprezę. Michał waha się, lecz jednak się zgadza. Wszystko idzie po ich myśli, świetnie sie bawią, na ich nieszczęście za dobrze.
Wracają ciemną nocą, lekko pijani. Nina powoduje wypadek. Nieprzytomnych nastolatków znajduje małżeństwo, które akurat przejeżdżało tą drogą. Trafiają do szpitala. Dziewczyna wybudza się, ma połamaną rękę i żebro oraz kilka zadrapań. Chłopak niestety jest w dużo gorszym stanie przez co leży w śpiączce. Nina każdego dnia żałuje tego, że postąpiła niewłaściwie. Matka przyjaciela dziewczyny, która jest jej nauczycielką geografii nie może jej tego wybaczyć. Michał nie ma ojca. Podczas, gdy trwa leczenie oraz inne tego typu rzeczy, ojciec dziewczyny dostaje bardzo ciekawa propozycję, która na zawsze może zmienić ich życie. Nie chce jednak mówić o niej córce, aż do czasu, gdy chłopak wybudzi się ze śpiączki lub co gorsza... umrze. Po kilku tygodniach niestety następuje zgon. Nina w fatalnym stanie zaczyna panikować, wrzeszeć, wariować, płakać. W końcu straciła najbliższą jej osobę, kogoś kto był dla niej jedynym wsparciem. Rodzice boją się o swoje dziecko. Jej ojciec nie wie czy ma mowić jej o tej propozycji i postanawia od razu zrezygnować, jednak odważy sie i jej powie. Dziewczyna reaguje kompletnie odwrotnie, niż się spodziewał.
Po pewnym czasie poznaje kolejną bliską jej osobę, która jej pomaga. Z czasem dziewczyna zaczyna się zmieniać. Swój talent, który chowała przed światem. zaczyna eksponować. Jej życia zmienia się o 360 stopni. Nina nigdy nie zapomniała o Michale, ale wiedziała, że on chciałby, żeby była szczęśliwa...
Nina, która jest 16 - letnią Szczecinianką jest również nastawioną na 'nie' do świata osobą. Jej najlepszym i jednocześnie jedynym przyjacielem jest Michał. Dziewczyna nie należy do najbardziej lubianych osób. Nina czuje coś więcej do Michała. On niestety nie podziela owego uczucia, ma partnerkę Emilię, której dziewczyna nie lubi. Dopiero, gdy widzi, że dziewczyna naprawdę ją wspiera - przekonuje się do niej.
Nina ma 2 rodzeństwa - straszego brata i młodszą siostrę.
Rodzice dziewczyny bardzo zadbali o jej edukację muzyczną. Nina gra na fortepianie, gitarze, skrzypcach i perkusji. Poza tym pięknie śpiewa, ale się z tym ukrywa.
Pewnego dnia dziewczyna zostaje zaproszona na imprezę co bardzo ją zaskakuje. Postanawia na nią iść, ale jej rodzice nie wyrażają na to zgody.
Dziewczyna buntuje się i namawia przyjaciela by ukradli samochód jej rodzicom i uciekli na imprezę. Michał waha się, lecz jednak się zgadza. Wszystko idzie po ich myśli, świetnie sie bawią, na ich nieszczęście za dobrze.
Wracają ciemną nocą, lekko pijani. Nina powoduje wypadek. Nieprzytomnych nastolatków znajduje małżeństwo, które akurat przejeżdżało tą drogą. Trafiają do szpitala. Dziewczyna wybudza się, ma połamaną rękę i żebro oraz kilka zadrapań. Chłopak niestety jest w dużo gorszym stanie przez co leży w śpiączce. Nina każdego dnia żałuje tego, że postąpiła niewłaściwie. Matka przyjaciela dziewczyny, która jest jej nauczycielką geografii nie może jej tego wybaczyć. Michał nie ma ojca. Podczas, gdy trwa leczenie oraz inne tego typu rzeczy, ojciec dziewczyny dostaje bardzo ciekawa propozycję, która na zawsze może zmienić ich życie. Nie chce jednak mówić o niej córce, aż do czasu, gdy chłopak wybudzi się ze śpiączki lub co gorsza... umrze. Po kilku tygodniach niestety następuje zgon. Nina w fatalnym stanie zaczyna panikować, wrzeszeć, wariować, płakać. W końcu straciła najbliższą jej osobę, kogoś kto był dla niej jedynym wsparciem. Rodzice boją się o swoje dziecko. Jej ojciec nie wie czy ma mowić jej o tej propozycji i postanawia od razu zrezygnować, jednak odważy sie i jej powie. Dziewczyna reaguje kompletnie odwrotnie, niż się spodziewał.
Po pewnym czasie poznaje kolejną bliską jej osobę, która jej pomaga. Z czasem dziewczyna zaczyna się zmieniać. Swój talent, który chowała przed światem. zaczyna eksponować. Jej życia zmienia się o 360 stopni. Nina nigdy nie zapomniała o Michale, ale wiedziała, że on chciałby, żeby była szczęśliwa...
piątek, 1 sierpnia 2014
Trochę o mnie...
Witajcie! :)
A więc chciałabym lekko wspomnieć o sobie oraz o blogu. Jeśli przeczytaliście krótką wzmiankę "o mnie", to już trochę się dowiedzieliście na temat mojej osoby. Nazywam się Magda, mam 14 lat i pochodzę z Bartoszyc. Zapewne nie kojarzycie tej miejscowości, zresztą nic dziwnego. ;p Uwielbiam muzykę. Towarzyszy mi ona od najmłodszych lat. Od zawsze śpiewam, kiedyś tańczyłam, mam zamiar znowu powrócić do fortepianu. Drugą moją największą pasją jest pisanie, które natomiast w podstawówce (6kl.) głębiej zapoznałam. Miałam 2 blogi z opowiadaniami. Na jednym ponad 10tys. wyświetleń, a na drugim nie mam pojęcia, zapomniałam. Mam całkiem spore osiągnięcia w dziedzinie pisania, przykładowo: 1 miejsce w wojewódzki konkursie literacki, 3 miejsce w ogólnopolskim (ale się chwali, o!) Od 6 klasy pragnę iść na dziennikarstwo, ale marzę by zostać scenarzystką. Kiedyś napisałam 'sztukę', która została wystawiona w domu kultury. Podobnież mam talent do gry aktorskiej i mam także osiągnięcia w dziedzinie poezji. Od 11 roku życia gram też w siatkówkę. Ogólnie uwielbiam sport, ale siatkówka jest moim ulubionym. Od niedawna uczę się hiszpańskiego i włoskiego. Niedawno odwiedziłam Włochy, a następnym razem zamierzam zwiedzić Hiszpanię. :) Jeśli chodzi o muzykę, której słucham to na profilu jest o niej wspomniane. :))
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dość o mnie, teraz trochę o blogu.
Co się będzie na nim znajdowało? Przede wszystkim blog został założony, żebym mogła pisać swoje opowiadania i jakoś się z wami nimi podzielić.
Poza tym będą informacje o mnie etc. recenzje książek/filmów, oraz trochę o Violetcie :) jednak na to chyba założę oddzielnego bloga. W najbliższym czasie postaram się dodać pierwszy rozdział, tylko muszę go na brudno napisać.
Także to tyle, mam nadzieję, że będziecie czytać moje 'wypociny', pozdrawiam :))
A więc chciałabym lekko wspomnieć o sobie oraz o blogu. Jeśli przeczytaliście krótką wzmiankę "o mnie", to już trochę się dowiedzieliście na temat mojej osoby. Nazywam się Magda, mam 14 lat i pochodzę z Bartoszyc. Zapewne nie kojarzycie tej miejscowości, zresztą nic dziwnego. ;p Uwielbiam muzykę. Towarzyszy mi ona od najmłodszych lat. Od zawsze śpiewam, kiedyś tańczyłam, mam zamiar znowu powrócić do fortepianu. Drugą moją największą pasją jest pisanie, które natomiast w podstawówce (6kl.) głębiej zapoznałam. Miałam 2 blogi z opowiadaniami. Na jednym ponad 10tys. wyświetleń, a na drugim nie mam pojęcia, zapomniałam. Mam całkiem spore osiągnięcia w dziedzinie pisania, przykładowo: 1 miejsce w wojewódzki konkursie literacki, 3 miejsce w ogólnopolskim (ale się chwali, o!) Od 6 klasy pragnę iść na dziennikarstwo, ale marzę by zostać scenarzystką. Kiedyś napisałam 'sztukę', która została wystawiona w domu kultury. Podobnież mam talent do gry aktorskiej i mam także osiągnięcia w dziedzinie poezji. Od 11 roku życia gram też w siatkówkę. Ogólnie uwielbiam sport, ale siatkówka jest moim ulubionym. Od niedawna uczę się hiszpańskiego i włoskiego. Niedawno odwiedziłam Włochy, a następnym razem zamierzam zwiedzić Hiszpanię. :) Jeśli chodzi o muzykę, której słucham to na profilu jest o niej wspomniane. :))
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dość o mnie, teraz trochę o blogu.
Co się będzie na nim znajdowało? Przede wszystkim blog został założony, żebym mogła pisać swoje opowiadania i jakoś się z wami nimi podzielić.
Poza tym będą informacje o mnie etc. recenzje książek/filmów, oraz trochę o Violetcie :) jednak na to chyba założę oddzielnego bloga. W najbliższym czasie postaram się dodać pierwszy rozdział, tylko muszę go na brudno napisać.
Także to tyle, mam nadzieję, że będziecie czytać moje 'wypociny', pozdrawiam :))
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)